Świat się zmienia, to fakt. Każdy wiek, czy epoka to inna nuta w zapisanej pięciolinii całej historii świata. Tłoczno na niej od wydarzeń, które zmieniły świat, rewolucyjnych odkryć i wynalazków, czy symboli stanowiących hasło główne danego okresu. Mam wrażenie, że takim symbolem, w XXI stuleciu stało się globalne ocieplenie, a zarazem medialny szum i histeria. Rzekomo bowiem niszczymy Ziemię w katastrofalny wręcz sposób i jak tak dalej pójdzie, to będzie armageddon, koniec świata, a nasza planeta rozsypie się, przytłoczona ciężarem naszej kłopotliwej egzystencji. A co ja na to? W zasadzie nic, bo moim skromnym zdaniem cała ta otoczka zdecydowanie przekracza powagę całej sprawy. Głównym “problemem” jest emisja gazów cieplarnianych. Wg (części) ekologów – o wiele, wieele, wieeele za duża. Prawda jest taka, że pierwsza lepsza erupcja wulkanu, wyzwala ich tyle, co cała nasza cywilizacja przez kilkadziesiąt (!) lat. Zdziwieni? Naprawdę, wulkany były sporo przed nami, będą i pewnie sporo po nas, a nasza planeta jest tak doskonałym organizmem, że nie ma kłopotów z radzeniem sobie z takimi rzeczami. Tą teorię podpierają badania naukowe – wcale nie jest źle, wytwarzamy zaledwie 3% gazów cieplarnianych trafiających do atmosfery. Były nawet próby, aby przestać oszukiwać ludzi, gdyż problem w zasadzie nie istnieje. W 1993 roku powstał Apel Heidelberski, który podpisało ponad 4 tysiące naukowców, wyrażono w nim chęć przedstawienia rzetelnych, naukowych faktów. Został zablokowany. W 1998 roku pojawiła się Petycja Oregońska, tym razem wstawiło się za nią aż 17 tysięcy uczonych. Wysnuwała ona śmielszy wniosek, że nie ma żadnych dowodów, jakoby człowiek zmienił klimat. Co, lub kto powoduje więc, że w 2010 wciąż bardzo wielu ludzi jest przekonanych, że szkodliwy wpływ człowieka na atmosferę ma miejsce? Powód łatwo odgadnąć – pieniądze. Może nie wydaje się, żeby był to dochodowy interes, ale prawda jest taka, że mit globalnego ocieplenia to maszynka srająca forsą. Wszystkie te limity i ograniczenia wiążą się z kolosalnymi kosztami, podatkami, które trafiają do kieszeni organizacji zajmujących się zmianami klimatu. To jeden wielki olbrzymi podatek, za który płacimy my. Warto wspomnieć jeszcze o budżecie przeznaczonym na wszelakie badania – 5 miliardów dolarów. Taka kasa to motywacja w czystej postaci, która nakręca coraz to nowe teorie o zagładzie naszej cywilizacji, zbliżających się katastrofach i kosmicznych anomaliach. Tjaa… Gdyby tak prześledzić historię klimatycznych afer, to mieliśmy już do czynienia z kilkoma. Pamiętacie histerię na temat dziury ozonowej? W latach 70-tych debatowano na temat globalnego ochłodzenia (!) i zbliżającej się epoce lodowcowej! Blady strach padł też na ludzi, gdy ostrzegano przed zgubnymi skutkami budowania elektrowni atomowych, straszono drugim Czarnobylem… Jak widać, to nie pierwszy raz, kiedy ludzi robi się w balona. A z pewnością i nie ostatni, bo skoro teoria globalnego ocieplenia zaczyna chylić się ku upadkowi, wkrótce zostaniemy z pewnością zaskoczeni czymś nowym… Biznes musi się kręcić.
PS Natomiast torebek foliowych, to moglibyśmy rzeczywiście trochę mniej używać. Ale to już zupełnie inna historia ;-).
~SimonStorm